Obserwatorzy

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Miodobranie i sianokosy

W życiu bywa różnie. Przełom maja i czerwca w domu w lesie to pracowity okres. Zaczęło się od miodobrania, które udało się wspaniale. Niestety z sianokosami nie miałam już tyle szczęścia. Łąka skoszona a tu pada i pada. Płacze deszczem chmura...i mi też chce się płakać. Może na osłodę łyżeczkę miodu?



 Pszczół się nie boję. Całe moje dzieciństwo pachniało miodem. Podczas miodobrania byłam głównym pomocnikiem mojego taty. Mama od pszczół trzymała się z daleka.
Po tylu latach znów jestem pomocnikiem (nie awansowałam) tym razem pomagam zięciowi.

To zdjęcie zrobiłam od tyłu, z góry. Stąd takie dziwne ujęcie. Zdrowy rozsądek podpowiedział mi żebym nie podchodziła  bezpośrednio od przodu. Pocałunek pszczoły to nic przyjemnego :)

Tu nasza pszczoła, robotnica, na kocimiętce w ogrodzie. Wszystko się zaczyna od oblotu i zbierania nektaru i pyłku.

Wojtek, w specjalnej bluzie. Odważny, bez rękawic! W skrzynce niesie podebrane pszczołom ramki pełne miodu. W taki dzień na podwórku jest bardzo niebezpiecznie. Pszczoły są złe, latają i szukają złodziejaszka.

Tak wygląda ramka. Komórki z miodem są zasklepione woskiem. Najpierw specjalnym widelcem należy je odsklepić.
Ta machina to miodziarka. Jest bardzo stara ale spisuje się znakomicie.
Do miodziarki wkładamy odsklepione ramki i ....WIRUJEMY!
Po ścianach miodarki spływa miodowy deszcz. To bardzo miłe dla ucha a ślinka sama cieknie.
Teraz wystarczy tylko odkręcić kurek i gotowe. Na tę chwilę z niecierpliwością czekają szczególnie dzieci.


 To nasza najsłodsza pszczółka! Nie Maja tylko Hania :)
 Franek dzielnie pomaga tacie. potrafi przygotować ramki do odwirowania.

                                                                    SIANOKOSY
 

Widok na mniejszą łąkę, przed i po koszeniu.

Sianokosy to kłopotliwe wyzwanie. Nie mam odpowiedniego sprzętu, więc jestem zależna od okolicznych rolników. Każdy z nich na pierwszym miejscu stawia swoje zbiory. Ja pomimo, że płacę jak za zboże nie mogę decydować kiedy się u mnie pojawią maszyny. Jest specjalna do koszenie, inna służy do przewracania żeby siano lepiej schło. Jeszcze inna wałuje i beluje. Na początku robiliśmy to wszystko ręcznie. Jednak powierzchnia wszystkich łąk nas pokonała. Teraz gdy spoglądam przez okno, nie pada. Niestety lało całą noc. Prognozy też nie są optymistyczne. Do końca tygodnia zapowiadają deszcze.
Ciekawe, że główni zainteresowani (czytaj:kozy) nie pomagają. Ja przecież siana nie jem :)

piątek, 1 czerwca 2012

DZIEŃ DZIECKA

Mój wnuczek Franek poprosił mnie o pomoc.
Bardzo chciałby wiedzieć jak nazywa się kaktus, który tak pięknie zakwitł.







Wszystko zaczęło się od wyprzedaży w dużym supermarkecie. Za symboliczną złotówkę sklep pozbywał się przywiędniętych, ledwo żywych kwiatów doniczkowych. Franka oczarował kaktus "kłaciaczek" :)
który cały pokryty jest białą pajęczynką. Potem były następne. Ten, który tak pięknie zakwitł dostał od mamy. Z malutkiej, zdobycznej szczepki wyrosła całkiem okazała roślina. W tym roku kaktus po raz pierwszy zakwitł. Jest zachwycający, oczarował wszystkich domowników!
Kwitnący kaktus został przez niego obfotografowany a zdjęcia mms wysyłał do wszystkich wujków i cioć :)
To nie jedyne hobby 8-letniego Franka. Jest jeszcze gra na akordeonie, judo i owady, szczególnie motyle.












Hania pozazdrościła i też prosiła o zdjęcie wśród kaktusów. Hania też ma swoje hobby, dokuczanie bratu :)
To taki mały chwaścik wśród kolekcji kaktusów. :)
Ciekawe, że w przedszkolu jest bardzo grzeczna. To ulubienica wychowawców i sióstr zakonnych (Hania chodzi do przedszkola prowadzonego przez siostry Elżbietanki).
W domu chyba musi odreagować. Popołudniami staje się prawdziwą rozrabiaczką.
       Wszystkim milusińskim z okazji Dnia Dziecka dużo radości i słoneczka .
( u mnie sianokosy niestety pogoda niedopisuje )

Dziękuję wszystkim odwiedzającym i serdecznie witam nowych gości

piątek, 25 maja 2012

Pierwsze spacery




Nareszcie trochę słońca i sucho. Małe indyczki nie mogą moczyć nóżek dlatego rodzice na pierwsze spacery wybrały się w pogodny, ciepły dzień. Małe wykluły się 09 maja 2012 r. Dzielnie wysiadywała je przez 28 dni Klementyna. Druga indyczka-Karolina wciąż siedzi na jajkach. Termin (hihi) ma na 28 maja.




A po spacerze wszyscy głodni :) Młodych  jest 11. Ciekawe po kim są te jasno upierzone przecież rodzice mają ciemne, nakrapiane pióra. Co z nich wyrośnie...???


Słońce skusiło także "Pięknisie" :) Jajek było 11, wykluło się zaledwie 4 . Lęgi z 13 maja, pewnie dlatego pechowe. Jest to rasa kurki gołoszyjki. Ma pokręcone pióra. Właściwie to jest tak brzydka, że aż piękna :) w tej brzydocie. Stąd jej nazwa.


Po spacerze "gęsiego" do domu. Jak się jest takim małym kurczaczkiem zwykły próg staje się poważną przeszkodą.  Kurka mama cierpliwie woła. Ostatnio najsłabszemu kurczaczkowi próbowałam pomóc doskoczyć.  Niestety pięknisia źle odczytała moje intencje. Napuszyła się i nawet próbowała mnie dzióbnąć.
Dobrymi chęciami piekło wybrukowane :)




 Proszę jakie duże. To te z 01 maja. Teraz uczą się wchodzić na grzędę. Widok prześmieszny.


Nareszcie mam pomocnicę. To moja wnusia Hania. Uwielbia pomagać w gospodarstwie, karmić maluchy i zbierać jajka. Dzieci w mieście do łóżka próbują przemycić psa. Hania chciała spać z kurczaczkiem.
Oj było tłumaczenia :)


Jednak poidło tradycyjne (stary garnek) wzięło górę. Ta ozdobna kurka z berecikiem na głowie nie poznała się na nowoczesnych poidłach.

sobota, 19 maja 2012

Migawki z ogrodu



Ostatnie tulipany, w kolorze żółtym. Pod wpływem ostatnich chłodnych nocy nabrały rumieńców.
A może swoją urodą zawstydził je wiciokrzew?


























Piękne kwiaty ale nie wiem jak się nazywają.
Co roku jest ich więcej .
Pojawiają się w niespodziewanych miejscach.
To jedne z pierwszych kwiatów które dostałam
w prezencie po przeprowadzce do domu w lesie.
Wśród znajomych narodził się niepisany zwyczaj przywożenia przy okazji odwiedzin roślinek i krzewów do powstającego ogrodu.
Dziś gdy przechadzam się po ogrodzie każda z nich kogoś mi przypomina :)

Z książek ogrodniczych wiem, że rabarbar zawiązujący kwiatostany powinno się wyłamywać.
A mnie jest szkoda...
Każdy kto spojrzy na to zdjęcie będzie wiedział dlaczego :)






niedziela, 13 maja 2012

Mieszkańcy Domu w lesie cz.IV

                                                             SENIORKA DONA

Dona jako młody pies była psem pracującym!!!
Stróżowała.
Dziś, emeryturę spędza w domu w lesie.
Dona nie słyszy, nie widzi, ma problemy ze stawami.
Jest po dwóch ciężkich operacjach.
To oczko w głowie mojego zięcia, Wojtka. Ze względu na zły stan zdrowia jest bardzo kłopotliwa.
Potrafi nabrudzić w domu, zdarza się, że buszuje po koszu na śmieci robiąc przy tym okropny bałagan.
Jednak gdy leży u nóg swojego ukochanego pana, który wszystko jej wybacza, wciąż ma uśmiechnięte oczy.
Gdy Wojtek wyjeżdża pies jest nieszczęśliwy. Opieka nad nim  spada na mnie dlatego Dona kojarzy mnie tylko z jedzeniem i wyprowadzaniem :)

                                                                  BELA (Belka, Bellisima)




Miała być moim wymarzonym psem  - owczarkiem niemieckim.
Jako szczeniak rokowała...
Stąd imię "Piękna". Rasowa jest hihi, kundelek.
To pies pasterski. Potrafi zaganiać kozy. Umie też je odnaleźć gdy za bardzo oddalą się od pastwiska.
Potrafi przeskoczyć najwyższe płoty. Nie lubi rowerzystów i motorów ale tylko w ruchu.
Ma już na swoim koncie dwa mandaty za poszarpanie nogawek zmotoryzowanym turystom.
Potrzebuje dużo uwagi i ciepła. To pieszczoch.

                                                                            ORI




Miał nazywać się "Miłek" dopóki nie ujawniła się jego brutalna skłonność do pożerania drobiu.
Pojawił się pewnego dnia...przyszedł w konkury do Beli, owoc tej miłości możecie podziwiać poniżej :)
Ciekawe, że zdążył narozrabiać tuż przed sterylizacją.
Przygarnęłam go na prośbę strażnika miejskiego. Czekało go wywiezienie do schroniska.
Ori jest niezwykle urodziwym i przesympatycznym  psem.
(poza tą małą wadą o której wspominałam wcześniej :)
Widać, że wcześniej był psem domowym. potrafi chodzić na smyczy, jeździć samochodem.
Ma dobry kontakt z dziećmi
To w jego paszczy zginął kaczor niestety to nie jedyna jego ofiara.
Ori jest w trakcie psiej resocjalizacji pod okiem psiej Pani psycholog.
Na razie efektów brak :(

                                                                           SUSEŁ


Imię nadał mu wnuczek-Franek. Drugi z miotu "Tralalotek" (tym razem imię wybierała wnuczka-Hania) znalazł nowy dom też w leśniczówce u emerytowanego małżeństwa.
Dla susła nie udało mi się znaleźć drugiego domu, więc został.
Ma pół roku. Z postury podobny do mamy, Beli. Rude umaszczenie odziedziczył po Orim.
Jest wiatrem podszyty. Wszędzie go pełno. Podkrada jajka z kurnika. Wszystko co napotka na swojej drodze, gryzie. Dla mnie jest nie do opanowania. Mam nadzieję, że szybko z tego wyrośnie.

Dziękuję wszystkim odwiedzającym za ciepłe słowa.
Witam nowych gości domu w lesie.
Danusiu i Ewo, dziękuję za wyróżnienia. 
 









środa, 2 maja 2012

Majowe świętowanie.

    


                                                                   PUK, PUK...
                                                                  Zaraz wychodzę :)


Kurka liliputka, Pstrokatka,
po 21 dniach wysiadywania, doczekała się.

                                                                    JUŻ JESTEM :)
ale to jeszcze nie koniec, teraz są dwa. Każdy inny.


Dziś rano wykluł się ostatni, 9 kurczaczek.
Na zdjęciu jeszcze w jajku.



PREZENT URODZINOWY
Moja wnuczka Hania 01 maja obchodzi urodzinki. Z tej okazji zrobiłam Tort "Kryształ" wg przepisu Ewy Wachowicz na specjalne zamówienie wnuczki.
Zdjęcia brak, Hani nie starczyło cierpliwości. Tort został pożarty w mgnieniu oka :)

Hania to mała modnisia. Na chłodniejsze dni, z resztek włóczki zrobiłam jej sweterek z zajączkami.
Kamizelka i spódniczka to komplecik do przedszkola.
Zaczęłam w styczniu a czas tak leci, że gdybym nie przyspieszyła tempa prezent okazałby się za mały.
Tak to jest z dziećmi, rosną i rosną...